Lęk. Jak pandemia wpływa na młodych

Pandemia wywołuje strach. Nawet, gdy dzienna liczba zachorowań spada, nawet, gdy wirus jest „w odwrocie”, nawet, gdy przez chwilę o nim zapominamy, odsuwamy go na dalszy plan. Boimy się. ​​​​​​​My dorośli, my rozsądni, racjonalni, doświadczeni. I często z tym naszym strachem nie potrafimy nic zrobić. 

Lęk - jak pandemia wpływa na modychLęk

Z czasem strach znika – widzimy na horyzoncie poprawę sytuacji, widzimy szczepionkę, widzimy, że bliscy chorują i zdrowieją. Z czasem strach ustępuję miejsca lękowi – ogólnemu niepokojowi – codziennemu, zwykłemu, takiemu, który reguluje już nasze codzienne funkcjonowanie, powoduje, że jakoś trudniej wychodzi nam się z domu, jakoś mniejszą mamy ochotę na spotkania ze znajomymi czy rodziną, jakoś częściej decydujemy się na pracę z domu, a zakupy robimy przez internet. To zupełnie naturalne. Też tak mam. Już trochę ten nasz lęk poznaliśmy, zrozumieliśmy, zaryzykuję stwierdzenie: zaakceptowaliśmy. Nie mieliśmy wyjścia. Jeśli nam, dorosłym jest trudno, to łatwo domyślić się, że dla dzieci i nastolatków ta cała sytuacja jest ekstremum. 

Izolacja

Gdy piszę ten artykuł, mija jedenasty miesiąc pandemii. Prawie rok uciętych spotkań towarzyskich, zamkniętej szkoły (z małymi przerwami), nauki zdalnej, ciągłego siedzenia w domu. Gdy zakazano młodzieży spotykać się na mieście bez opieki dorosłego na skutek mnogości takich spotkań, m.in. nad Wisłą, zabrano młodym ludziom główny aspekt ich tożsamości – bycie w grupie. W mojej opinii, młodzi ludzie nie spotykali się złośliwie, bezmyślnie, ale dlatego, że te spotkania są ich tlenem. Tamten zakaz i późniejsze ograniczenia i obostrzenia plus strach nas, dorosłych o nasze dzieci, nasze zakazy, nakazy, nadmiarowa kontrola i opieka spowodowały, że młodzi zostali sami. Jasne, mają rodziców, bliskich, rodzeństwo – to bardzo cenne i ważne. Jednak BYCIE w grupie, bycie z rówieśnikami jest czymś nie do zastąpienia.

Młodzi ludzie, którzy przed pandemią mieli dużo znajomych, często wychodzili, spędzali czas w grupie – w szkole i poza nią – mają teraz bardzo ciężko. Trudno jest im odnaleźć się w obecnych okolicznościach. Jakich? Ano takich, w których większość rozmów ze znajomymi i przyjaciółmi odbywa się online, przez telefon, poprzez komunikatory. Takich, w których znajomych z klasy widzą jako okienka na monitorze, takich, w których nie ma przerw na korytarzu, podczas których można obgadać babkę od matmy, poplotkować, przegadać problemy i codzienne radości, wyżalić się na rodziców. Takich, w których lekcje się kończą i młody człowiek zostaje sam. Z tęsknotą, lękiem, złością, nudą. 

Jak Pomagać

Jak wesprzeć młodego człowieka za drzwiami? 

  • Obecnością – byciem, gdy nas potrzebują, nieumniejszaniem problemów, realnym słuchaniem.
  • Szacunkiem – dla granic, zarówno fizycznych (pokój nastolatka to rzecz święta. Pukanie też), jak i tych psychologicznych.
  • Autentycznością – dbaniem także o własne granice, mówieniem o emocjach.

Rodzicom też jest trudno. I jak ich dzieci się o tym dowiedzą, to nie umniejszy ich autorytetu, wręcz przeciwnie – wzbudzi zaufanie i, być może, spowoduje, że ich „trudno” przestanie tak palić. Są też dzieciaki, które przed pandemią miały trudności w zawieraniu kontaktów interpersonalnych, cierpiących na fobię społeczną czy szkolną. One czują teraz ulgę. Jest im łatwiej, mogą w spokoju skupić się na nauce, pielęgnować swoje zainteresowania, odpocząć od swojego lęku. 

To dobry moment by przygotować ich na powrót do szkoły. Zadbać o samoregulację, przegadać lęk oraz nauczyć się sposobów radzenia sobie z nim. To często jest też dobry moment na terapię w gabinecie. Gdy lęk jest na niższym poziomie, praca poznawcza z nastolatkiem ma większą szansę na sukces. Co to znaczy? To znaczy, że możemy z nastolatkiem, który odczuwa(ł) lęk, zwyczajnie o tym lęku porozmawiać. Jak?

  • Po pierwsze go nazwać, znormalizować, zauważyć sytuacje, które go wywołują, „odczarować”. 
  • Po drugie, wspólnie zauważyć, co się z nami dzieje, gdy się boimy: w ciele, w zachowaniu, w myślach i emocjach. 
  • Po trzecie, nauczyć się identyfikować „czarne” myśli, które pojawiają się nam w głowach, gdy czujemy lęk. Są to najczęściej myśli, które biją w nas samych. Wiem, że nauczyłem się na klasówkę z polskiego. Jednak, gdy podłączam się do lekcji zdalnej – pojawia mi się myśl „Jestem głupkiem, nic nie umiem”. Każdy z nas to zna. Porozmawiajmy o tym z dzieckiem.
  • I po czwarte, nauczyć się metod relaksacji, samoregulacji. I praktykować je codziennie, co pozwoli znaleźć mi te dwie, trzy metody, które u mnie działają, a gdy zacznie się szkoła i mój lęk się nasili, będę mieć zasoby, by go okiełznać. 

    Lęk nie jest niczym złym, jest emocją, jak każda inna. Jest ważny, ma funkcję chroniącą nas przed rzeczywistością. Zaczyna być problemem, gdy jest go za dużo i za często, gdy jest niewspółmierny do okoliczności, gdy nas wykańcza i wpływa na nasze funkcjonowanie. Jestem zwolenniczką podejścia, że na lęk lecząco działa relacja. Dlatego gorąco zachęcam: bądźcie z Waszymi dziećmi, to wystarczy. A jeśli lęk nie odpuszcza, rozejrzyjcie się za wsparciem: psychologa, psychoterapeuty. To żaden wstyd.

Autorka: Hanna Manterys - Psycholog, coach, certyfikowana trenerka umiejętności osobistych i społecznych, psychoterapeutka w trakcie szkolenia.